Po co nam tylu Bogów – o co się modlić do Morskiego Boga?

Sława! Oto poniedziałek i godzina 06:00 – czas więc na kolejny wpis z serii „Po co nam tylu Bogów?” Dzisiaj wpis losowany i poświęcony Morskiemu Bogu. Termin zaś dość wyjątkowy, bo jesteśmy tuż przed Świętem Plonów, na które zapraszamy wszystkich, którzy zechcą z nami uczcić Bogów! Ale do rzeczy.

Morskiego Boga czcimy w pierwszym rzędzie jako Gospodarza Morza Bałtyckiego. Odruchowe i zrozumiale do Niego właśnie będą kierowane wszystkie prośby związane z podróżą po nim. Może płyniemy do Szwecji w czasie urlopu? A może chodzi o pracę? W grę mogą wchodzić marynarze służący na pokładzie kontenerowca czy promu pasażerskiego, ale też okrętu Marynarki Wojennej, a także rybacy. Wszyscy oni i nie tylko, potrzebują odpowiednich warunków na Morzu i choćby z tyłu głowy, mają wzgląd swojego bezpieczeństwa gdy wychodzą w Morze. Zresztą nie tylko oni, lecz także ich rodziny.

Z drugiej strony, jest sporo ludzi wypływających na morskie wody dla przyjemności, uprawiając wszelkiego rodzaju żeglarstwo: czy to nastawione na niezobowiązujące raczej obcowanie z Nim na jachtach, czy wręcz przeciwnie – skupione na sportowej rywalizacji podczas regat. Zwłaszcza ta druga grupa zasadnie może zwracać się do Władcy Fal o Jego przychylność dla swojej załogi.

Z kolei wzmianka o rybakach naprowadza na kolejną rzecz, z którą można się modlić do Morskiego Boga. Ryby. Większość czytających te słowa nie jest zapewne rybakami, jadamy je jednak od czasu do czasu, a częstokroć są zalecane dla zdrowia. Zwrócona do Gospodarza Bałtyku prośba może dotyczyć właśnie tego, by spożycie Jego darów, przyczyniło się do naszego dobra i przydało nam sił. Jednocześnie, jest w pełni zasadne podziękować za nie, okazać wdzięczność za to, co wzięte z Jego dziedziny. Owo podziękowanie zaś tyczy się w pierwszym rzędzie samych rybaków, którzy dosłownie żyją z bogactwa Morskiego Boga. Z drugiej strony z pewnością rybak-rodzimowierca chętnie zwróci się do Niego z prośbą o obfity połów.

Wobec powyższych przykładów – czy jest zasadne pokładanie swoich nadziei w Morskim Bogu przez kogoś, kto ani nad Morzem nie mieszka, ani nawet nie przebywa, a jego sprawa – nie zależy nijak od Morza? Nie brzmi to przekonująco, jednak ktoś taki również raczej nie będzie się do Niego zwracać. Jest to dobra sposobność do pewnej uwagi ogólniejszej, niż tylko kierowane do Gospodarza Bałtyku modlitwy. Bogowie – brani jako Całość, Oni wszyscy razem – są obecni w całym świecie. Nie znaczy to jednak, żeby każde z Nich miało być obecne zawsze i wszędzie na raz. Morski Bóg jest tu szczególnie dobrym przykładem. Z pewnością człowiek czczący Go regularnie i czujący z Nim bliską więź, może z powodzeniem prosić właśnie Jego o pomoc z poczuciem zagubienia, kiedy nie wie jak popchnąć dalej swoje życie, o pomoc z rozprawą sądową, czy nawet z trudno zrastającym się złamaniem. I o wiele innych, pozornie nie związanych z Morzem rzeczy, bo Bogowie są Osobami. Ale dlatego także trudno oczekiwać żeby Morski Bóg miał chętnie wysłuchać kogoś, kto ani nie ma z Nim bliższej więzi, ani nawet nie przebywa blisko Jego żywiołu.

Poczyniwszy uwagę jak wyżej, zatoczymy pewne koło i wrócimy do podróży przez Morze. Całe nasze życie jest taką właśnie podróżą. Kiedy więc czujemy, że zaczynamy dryfować bez celu, że horyzont zaczyna ginąć w burzowych chmurach, czy fale zaczynają nas zalewać – warto zapalić świecę i Morskiemu Bogu, i jemu ulać miodu. Sława!

żerca Przemysław „Mamrot” Król

Komentarze

Popularne posty