Po co nam tylu Bogów – jak czcić Morskiego Boga?
Sława! Oto poniedziałek i godzina 06:00 – czas więc na kolejny wpis z serii „Po co nam tylu Bogów?” Zbliża się Święto Morskiego Boga, w którym widzimy Gospodarza Bałtyku i Świętej Ziemi Pomorskiej. Dzisiejszy wpis poświęcamy więc oddawaniu Jemu czci.
Zacznijmy od ofiar, a nawet nie od ich treści, co od sposobu ich składania. Odruchowo składalibyśmy je bezpośrednio do Morza: praktyka zatapiania darów ofiarnych znana jest od dawien dawna i to nie tylko na terenach słowiańskich. W przypadku jadła i napoju, jeżeli decydujemy się na ten sposób złożenia ofiary, to trzeba wziąć pod uwagę miejscowe przepisy, by nie narazić się o oskarżenia o zanieczyszczanie środowiska. Jedną z myśli, którymi kierujemy się spisując porady dla oddawania czci Bogom, jest ta, która głosi, że Bogom miłe jest to, co do Nich podobne. W tym przypadku wydaje się więc, że w pełni zasadne będzie wykonanie daru ofiarnego z tego, co Morze wyrzuciło na brzeg. Zazwyczaj jest tam pod dostatkiem szczątków drewna, muszelek, mewich piór i podobnych, z których można przy pewnym wysiłku sporządzić stateczek, lub inne wotum, które zwrócimy morskim odmętom. W takim przypadku, o ile składać ofiary nie wypływamy na łódce, praktyczne wydaje się wykorzystanie prądów wstecznych. Zazwyczaj kojarzymy je z zagrożeniem dla kąpiących się plażowiczów, jednak w tym przypadku – przy zachowaniu ostrożności – mogą stać się naszym sprzymierzeńcem, który poniesie ofiarowany Gospodarzowi Bałtyku podarek ku głębszej wodzie.
Jednak podczas Święta Morza zapalamy Ogień i zapraszamy Morskiego Boga do Ogieńka. Helleńskie teorie materii nauczyły nas przeciwstawiania sobie Ognia i Wody, jednak jeśli zwrócić się ku starszym pokładom ducha indoeuropejskiego, sprawa przestaje być tak oczywista, gdy natykamy się na wątek „Ognia ukrytego we wodzie”. Tak jak głoszę rolę Przyrody jako podstawowej hierofanii, umożliwiającej każdemu człowiekowi dostrzeżenie tego co święte, a w konsekwencji Bogów, tak jestem przeciwnikiem naturalistycznych redukcji mitów jako prymitywno-poetyckiej protonauki. W przypadku wody morskiej aż się jednak prosi o dostrzeżenie związku owego wątku „Ognia ukrytego we wodzie” z „palącą” solą, która uniemożliwia też ugaszenie morską wodą pragnienia. Ale miało być o oddawaniu czci.
Zwyczajnie więc przez Ogień ofiarujemy Gospodarzowi Bałtyku jadło i napitek, wedle tego co posiadamy i dostępne mamy najlepszego na uroczystość, zaczynając miodem pitnym, a rozsądnym wyborem będą także ryby morskie, jako pochodzące z Jego dziedziny. Oprócz tego niektórzy z nas składają Mu w darze tabakę, przez przywiązanie do miejscowych obyczajów, zaczerpniętych od Kaszubów, a właściwych Świętej Ziemi Pomorskiej od pokoleń.
Spośród innych sposobów ofiarowania, można wziąć też pod uwagę zamieszkujące morski brzeg zwierzęta. Przede wszystkim będą to ptaki, mewy. Traktujemy je wówczas jako dzieci czy posłańców Morskiego Boga, którym powierzamy składany podarek. Tym zaś mogą być wówczas przede wszystkim ziarno czy świeże, posiekane warzywa (bez soli). Babciny zwyczaj karmienia morskich ptaków czerstwym chlebem jest dla nich wyjątkowo szkodliwy i religijne podłoże takiego czynu w żaden sposób go nie usprawiedliwia.
W przypadku Morskiego Boga pojawia się też możliwość – stworzona przez dość smutne nasze czasy – swoistej „ofiary negatywnej”, składanej przez zabieranie – zabieranie śmieci. Polskie plaże zasadniczo nie są szczególnie zaśmiecone, zwłaszcza gdy porównać z niektórymi niżej rozwiniętymi krajami, jednak i u nas zdarzają się szpecące piękno morskiego brzegu odpadki. Zebranie ich stamtąd z pewnością przyczyni się do przychylniejszego spojrzenia na nas ze strony morskich duchów.
żerca Przemysław „Mamrot” Król

.png)
Komentarze
Prześlij komentarz