Po co nam tylu Bogów – jak czcić Mokosz?
Sława! Oto poniedziałek i godzina 06:00 – czas więc na kolejny wpis z serii „Po co nam tylu Bogów?” Wielkimi krokami zbliża się Święto Mokoszy, które będziemy obchodzić już w najbliższą sobotę, 15ego sierpnia, więc Tej właśnie Bogini oraz oddawaniu Jej czci poświęcony będzie dzisiejszy wpis.
Przede wszystkim, jakie dary Jej składać? Zazwyczaj Bogom przynosimy w darze jadło i napój, upatrując Ich upodobania w niektórych jej rodzajach. Jednak w przypadku Matki Ziemi sprawa staje się prosta, a przez to jednocześnie trudna: przecież ostatecznie wszelka żywność pochodzi od Niej. Wprost z Jej ciała wyrastają rośliny dające nam zboża, owoce, orzechy, warzywa i wszystko inne. Również mięso, którym się cieszymy, pochodzi ze zwierząt, których nie byłoby bez roślinnego pokarmu pochodzącego z Ziemi. Wydaje się więc, że każdy rodzaj jadła będzie stosownym darem dla Niej, zaś tym Jej będzie bliższy (i ufamy, że przez to też milszy) im prostszy i mniej przetworzony.
Czy to oznacza, jakobyśmy mieli przy wyborze darów dla Niej odrzucać takie rzeczy jak miód pitny, piwo, pieczone mięsa, twarogi i chleby oraz wszelkie pozostałe, których przyrządzenie wymaga jednak dość istotnej pracy człowieka nad tym, co wzięte z Przyrody? Tu już należy zachować pewną ostrożność. Wymienione przykłady „jadła przetworzonego” raczej nie zdziwią kogokolwiek podczas składania ofiary, czy to Mokoszy, czy któremukolwiek Innemu Bóstwu. Co jednak, kiedy w grę zaczyna wchodzić złożony proces technologiczny, sztuczne aromaty, złożone chemicznie konserwanty i barwniki, czy wreszcie – organizmy modyfikowane genetycznie? Do każdego z tych można stawiać szereg dodatkowych pytań szczegółowych, które dodatkowo zagmatwają sprawy; choćby co to jest „złożony” proces technologiczny?
Rozwiązaniem zdroworozsądkowym wydaje się przyjąć, że jeżeli coś byli w stanie wytworzyć w swoich warunkach Przodkowie – to spełnia przyjęte tu założenia. Nie dysponowali maszynami elektrycznymi, czy specjalistycznymi laboratoriami chemicznymi, o inżynierii genetycznej nie wspominając, więc nawet kiedy dokonywali obróbki i przetwarzania żywności – nie byli w stanie odejść bardzo daleko od Przyrody.
Niektórych może dziwić takie wgłębianie się w sprawę ‘surowego’ i ‘przetworzonego’, przypominające dyskusje antropologii strukturalnej sprzed ponad stu lat. Tu wiąże się jednak wprost z właściwym Drodze do Bogów upatrywaniem w Przyrodzie, w pierwotnym dziele Bogów, podstawowej hierofanii: przejawienia się świętości, dostępnego doświadczeniu każdego człowieka. W przypadku Wilgotnej Matki Ziemi przyrodniczym przejawem Jej mocy, który budził chyba od zawsze jak największe emocje nie tylko Słowian, ale wszystkich ludów rolniczych i zbierackich. Przetworzenie Jej daru przez człowieka jest zaś już „wyrwaniem” go ze stanu czystej Przyrody i popchnięcie w stronę tego, co tworzy człowiek. Nie tu jednak stawiać chyba ostrej granicy, która rozdzielałaby dokładnie niezmąconą dziedzinę tego co pierwotne i dane przez Bogów, od dziedziny tego, co całkowicie przekształcone przez człowieka. Widziałbym tu raczej ciągłość, bo rację będzie mieć nawet ktoś, kto powie, że zerwanie dziko rosnącej w lesie jagody z krzaczka już jest oderwaniem jej nie tylko z tego krzaczka gałązki, ale już od Przyrody – minimalnym, lecz jednak istniejącym.
Zostawmy jednak już tę sprawę, o której jeszcze długo dałoby się rozważać. Rozważać – i nie dojść do wiążących, jedynych słusznych ustaleń. Dla Czytelników tej serii, mam nadzieję, powinno być już zresztą wiadome, że przedstawiane tu treści nie roszczą sobie statusu ostatecznej Prawdy, ale nawet ważniejsze jest samo prowadzenie tych rozważań: kiedy skupiamy myśli na Bogach oraz Ich sposobach działania, to – tutaj też „mamy nadzieję” – przybliżamy się jednak do Nich.
Zaś wracając do oddawania czci Mokoszy. Kiedy zwracamy się do Niej ze słowami modlitwy, najlepiej nawiązać właśnie do Jej darów, ale także do bycia Matką, Matką całego żywego stworzenia. To przecież od Niej bierze się wszelka zieleń i strawa, posilająca wszelki byt tego świata. Takie „naturalistyczne” postrzeganie Jej może zdać się nazbyt prostym, jednak to od prostych rzeczy najlepiej jest zaczynać – a propozycji takich podstawowych rzeczy właśnie służą nasze wpisy.
żerca Przemysław „Mamrot” Król

.png)
Komentarze
Prześlij komentarz