Po co nam tylu Bogów – przejawianie się Strzyboga
Sława! Święta Ziemia Pomorska jest w ostatnich dniach świadkiem silnego przejawiania się Gospodarza Wiatru, co przyczynia się do pewnego poczucia samozadowolenia: trafiliśmy tym razem ładnie z zaplanowaną treścią wpisu, gdzie chcemy opowiedzieć o przejawianiu się Dmiejącego Boga w świecie i w naszym życiu. Także poniedziałek i godzinę 06:00 witamy zaproszeniem do przeczytania wpisu!
Najprostszy, przyrodniczy przejaw Jego obecności to oczywiście podmuch Wiatru. Nie tylko przynosi odmiany powietrza, przesuwa chmury po niebie – w czym można upatrywać popędzania stad Gromowładnego lub podczas burzy – powożenia Jego rydwanem. Czasem Wiatr wiać zda się sam dla siebie: kiedy przez dni kilka mocno dmucha, a nie widać z tego ni ulewy, ani gromu, ani nawet jakiej większej odmiany zjawisk Nieba. Nie jest naszą sprawą wiedzieć, czy się wówczas tylko bawi Bóg w Łopoczącym Płaszczu, czy też ma w istocie jakąś większą sprawę, którą przeprowadzić musi czas jej poświęcając. Jednak zwłaszcza my – na Świętej Ziemi Pomorskiej – możemy te razy docenić, kiedy wiejąc nam od Morza przepędza dymy i złe powietrze, oczyszczając je nam i świeżość jego przywracając. Nam tej łaski użycza, błogosławiąc w sobie właściwy sposób.
Osobną sprawą, w której nie ważę się niczego pewnego teraz orzekać, jest czy wiry kręcące się również przynależą do władztwa Strzybożego, czy są raczej Jego zaprzeczeniem i wypaczeniem. Takie bowiem wiry – w tradycji dla nich nazwa „wichrów” była zastrzeżona – opisuje spuścizna Przodków jako obecność czartowską; osobliwie często ichniego weseliska. Po wiekach jednak wykruszania się pradziejowej mądrości, ciężko dociec czy pierwotnie istotnie były to zjawiska od Wiatrów „Świętych” i „Błogosławionych” – jako lud słowiański zwał powszechnie te dobroczynne dla prac polnych oraz innych gospodarskich – całkowicie oddzielnie postrzegane, w których upatrywano właśnie złośliwych gadów powietrznych, czy wręcz przeciwnie: jako wyraz gniewu Gospodarza Wiatru (a przynajmniej Jego psotnego, skwaszonego nastroju). Jakby na to jednak nie spojrzeć, w oczy rzuca się pewna istotna odmienność wichru i dmuchającego prosto Wiatru. Ten pierwszy miesza jeno i obraca, co najwyżej niszcząc co napotka, kiedy się rozrośnie nazbyt silny. Ten drugi zaś może doprowadzić do zmian ważnych: ze słonecznej pogody w deszczową czy na odwrót lub podobnie jeszcze powietrza urodę nową postacią zastąpić. Wicher więc niczego zbudować się nie będzie w stanie, ale Wiatr – już może nieść nadzieję czegoś nowego.
Patrząc jednak szerzej na Strzyboga, Jego rękę zobaczymy również we wszystkich przejawach nieskrępowanej wolności. Tam, gdzie pojawia się możność ukierunkowania swojego życia i pchnięcia go w określoną stronę. Wybierający zawód młody człowiek z pewnością ruch swój wykonuje unoszony również mocą Boga, który jest Tchnieniem Świata. Podobnie każdy tułacz, który wędruje zamiast siedzieć w stałym domostwie. Tu też z uwagą, że rzecz ta dotyczy nie tylko niespokojnych dusz, które z wyboru nie mogą nigdzie zagrzać miejsca i z własnej woli przemieszczają się wciąż i wciąż, ale także tych, którzy z powodu jakowejś złej Doli nie mogą nigdzie osiąść, choćby nawet tego chcieli. Może między tymi przypadkami zachodzi podobna różnica, jak pomiędzy Wiatrem dobrym, przepędzającym zastałe powietrze, a szalejącym wichrem, który tylko tłucze się i hałasuje.
żerca Przemysław „Mamrot” Król

.png)
Komentarze
Prześlij komentarz