Po co nam tylu Bogów – przejawianie się Dadźboga

Sława! Oto w kolejny poniedziałek, o godzinie 06:00, przedstawiamy nowy wpis ze zbioru „Po co nam tylu Bogów”. Mając na względzie zbliżające się obchody Sobótki, ten postanowiliśmy poświęcić Dadźbogowi, Słoneczku Jasnemu oraz Jego przejawianiu się.

Jeżeli poszukujemy śladów Dadźboga w świecie, wystarczy w jasny, pogodny dzień spojrzeć na rozświetlone Jego obecnością Niebo. Koniec, naprawdę. Wpis dzisiejszy zaczynamy zatem od zapuszczenia się w dziedziny cieszące się wzięciem wśród intelektualnie nastawionych poszukiwaczy duchowości, ale zapuszczenia się celem pewnego zdystansowania się do ich pozycji: wkroczymy bowiem w dziedzinę poszukiwania głębokich i mądrych wykładni w treściach religijnych.

Świat ukształtowały działania Bogów. Wszelkie przyrodzone mu zjawiska oraz istoty pojmujemy przeto jako wyciosane z surowizny rzeczywistości Ich czynami. Zatem nic dziwnego, że w dowolną jego część – możemy starać się zrozumieć lepiej i pełniej, posiłkując się świętymi podaniami – co i nieraz nie dwa na łamach naszych wpisów czynimy. Bijącego Gromem Boga możemy upatrywać zarówno wśród bijących z ciemnej chmury błyskawic, jak i w ludzkich swarach. Gospodarza Wiatru odnajdujemy zarówno w zginających karki dębów podmuchach, jak i wśród wszystkich tułaczy, przewalających się swym życiem z miejsca na miejsce, z wyboru czy też z konieczności. Tak samo Słonecznego Pana widzimy nie tylko na wyżynach Nieba, ale też w każdym człowieku, który zda się cieszyć wszechwiedzą, a przy którego obecności można się „ogrzać”. Podobnie można domniemać, że to Dadźbóg otwiera każdą dłoń, która daje dar jakowyś, żeby dalej go przekazać.

Chmury Słońce przesłaniają – tak samo nazbyt gorliwe poszukiwanie takowych związków może rzeczy najpierwsze przesłonić: przejawianie się Bogów w Przyrodzie, co jest nam nieraz dane bardzo wprost, jako najcelniej przykład Złotego Oka pokazuje. Kto spogląda pierw na łąki promieniami rozświetlone, wzrok przenosi między ludzkie domy i ogrody, potem w Morze lśniące i dąbrowy zielone i zestawi sobie z tym co widzi, a czego nie, kiedy słonecznego światła zbraknie – dobrze sobie wystawi, jaką mocą się Świetlisty Bóg przejawia w świecie. Oczywiście, całkiem bez tych poszukiwań nasza cześć byłaby pusta, bo kto by tylko w samo Słońce chciał spoglądać, oczy wnet utraci, a przy tym nie spostrzeże nazbyt wiele. Lecz zapomnieć o tym, gdzie owego Boga szukać się nie godzi.

Z takim zastrzeżeniem zstąpmy jednak w gęstwę złożonego świata. Najsamprzód wszelka zieleń, życie i roślinność mówią nam o sile Słońca: to Przodkowie nasi z dawna widzieć mogli, że nie tylko światłem, lecz ciepłem i samym życiem światu błogosławi i dla tej przyczyny osobliwe dlań uczucia w sercach zachowując; świadczy o tym spuścizna słowiańska, że poza tym szorstki raczej i w uczuciach powściągliwy słowiański gospodarz, dla Słoneczka właśnie uczucia głębsze jednak gotów okazywać. Sami zresztą czujemy, że gdy w dzień pogodny, jasny i przyjemny znajdziemy się w słonecznym cieple, to i chęć do życia się w nas wzmaga.

żerca Przemysław „Mamrot” Król

Komentarze

Popularne posty