Po co nam tylu Bogów – o co się modlić do Mokoszy?

Sława! Godzinę 06:00 w ten poniedziałek witamy w drodze: do domu, do łóżka, lub już przez zasłużone marzenia senne, po obchodach Sobótki. Dzisiejszy wpis jest losowany, a skupimy się w nim na pytaniu, o co modlić się do Mokoszy, Matki Ziemi.

Właśnie, „Matki”. Takie postrzeganie Mokoszy zda się należeć do żelaznego kanonu słowiańskiej wiary rodzimej i nie będziemy silić się tu na oryginalność. Przede wszystkim do Matki Ziemi zwracać się mogą kobiety przy nadziei, pragnące Jej wsparciem zabezpieczyć zdrowy przebieg ciąży, lekki i szczęśliwy poród, czy też starające się dopiero o przedłużenie rodu.

Rzecz powyższa pozostaje podstawową i najbardziej domyślną, w której można zwracać się do Żyznej Bogini. Mimo doświadczanego przez większość mieszczuchów, do których również piszący te słowa się zalicza, pozornego oderwania od Przyrody, nie podważymy nijak tego, że Ziemia jest oporą, na której wspiera się całość istnienia. Bez Niej i Jej hojnych darów nie byłoby życia jakie znamy. Podobnie kobieta podtrzymująca ciągłość pokoleń zapewnia organiczne trwanie swojej społeczności. Sprawy leżące u podstaw bytu należały do tych najczęściej wspominanych w modlitwach – nie tylko przez konkretnie naszych Przodków, ale szerzej, w każdej chyba bez wyjątku społeczności ludzkiej. Dlatego nie trzeba się wahać, ale złożyć dar Matce Mokoszy, żeby prosić Jej błogosławieństwa dla pomnażania rodziny.

Napomknęliśmy już o dziedzinie, która zda się leżeć najgłębiej – z tego, co nam dostępne – w istocie Mokoszy, tj. o samej Ziemi. Skoro tak, nie będą dziwić wszyscy ci, którzy będą do Niej zwracać się, kiedy uprawiają Ziemię i z Niej żyją: jakby nie patrzeć, jest to żywe ciało Bogini i patrzenie na tę sprawę inaczej to błąd. Błędem byłaby jednak również przesada w drugą stronę, żeby uznać, że Bogini nasza w istocie do samej namacalnej gleby się sprowadza. Bogi przejawiają się widocznie przez Przyrodę i dostępne naszemu poznaniu zjawiska, lecz się w nich nie zamykają. Lecz trzymajmy się sprawy modlitwy. Czy takie zwrócenie się o urodzajność jest rozsądne jeno dla tych, którzy sami żyją z roli? Żyją z roli. To my – my wszyscy! Najbardziej nawet odizolowany od Przyrody i wszelakich jej zaistnień mieszkaniec wysokiego biurowca, którego jedzenie składa się z najbardziej przetworzonych potraw jakie tylko są dostępne – nie miałby ich, gdyby ktoś gdzieś nie uprawiał jednak Ziemi. W jego przypadku modlitwa o Jej urodzajność ma zatem bardziej wymiar ogólnospołeczny niż osobisty… ale czy przez to miałby być do niej jakkolwiek mniej uprawniony? Zwłaszcza, że ceny w sklepach dotyczą praktycznie wszystkich.

Mamy więc macierzyństwo i urodzaj uprawianej roli. Czy jest coś jeszcze, z czym domyślnie można by zwracać się właśnie do Mokoszy? Bogini trzyma w dłoniach nici losu. Raz naznaczonego człowiekowi nie da się już zmienić: w tym są zgodne opowieści naszych Przodków oraz innych, nam pokrewnych szczepów. Skoro nic nie można zmienić, to czy jest się o co modlić? Tak. Na łamach tej serii kilka razy poruszaliśmy już sprawę tego jak ścisłych rzeczy tyczą się wyroki Bogów: czy cała nasza droga jest z góry ustalona, czy są jednak chwile, kiedy nasz wybór może coś istotnie zmienić. Sam opowiadam się za tą drugą odpowiedzią, jednak nawet jeżeli ją odrzucić, to wciąż pozostają – co najmniej – dwie bardzo ważne sprawy w tej dziedzinie, wobec których można o przychylność Bogów zabiegać. Pierwsza to oczywiście los nowonarodzonych dzieci. Ten, jak chcą zgodne przekazy, nadają dziecku Rodzanice, jednak Mokosz również ma jakowyś udział w sprawie przeznaczenia. Nie zawadzi się i do Niej zwrócić. Druga rzecz, to to, co zrobimy z tym, co nas spotyka. Nawet jeżeli wszystko jest już z dawna ustalone i niczego istotnego zmienić nie możemy – to wciąż możemy lepiej zrozumieć celowość i wagę takiej, a nie innej ścieżki, którą idzie nasza Dola.

żerca Przemysław „Mamrot” Król

Komentarze

Popularne posty