Po co nam tylu Bogów – przejawianie się Marzanny
Sława! Nastał poniedziałek tuż po Święcie Stado, które w tym roku odbywało się na Świętej Ziemi Pomorskiej, wraz z godziną 06:00, a że zbliża się Sobótka, Noc Kupały – czas na wpis poświęcony Bogini Marzannie.
Odruchowo Boginię kojarzymy w pierwszym rzędzie z zimą i śmiercią. Rzeczywiście, kiedy prastary obyczaj naszego ludu nakazuje topić Jej podobiznę, by uwolnić świat spod lodowatej bieli, to nie sposób śniegu i mrozu nie uznać za Jej dane nam wprost przejawy. W ten sposób Bogini objawia swą obecność w Przyrodzie: zamarznięte wody rzek i jezior, pokrywająca świat zimowa kołdra i bezlistne drzewa stanowią Jej hierofanie. Dotyk Bladej Pani widoczny jest szerzej, we wszystkim co martwe i uśpione, poddane zastojowi.
A jednak, podjęliśmy rzeczy by o Niej mówić na początku czerwca, kiedy zbliża się Sobótka. Chociaż próżno teraz – prócz okoliczności nadzwyczajnych i stanowiących raczej niezwykłe znaki od Bogów – wypatrywać u nas śniegu i mrozu, to i teraz da się znaleźć jak najlepiej te cząstki świata, w których Marzenejkę widać. Najsamprzód to, co wprost przypomina wyżej zakreślone Jej właściwe dziedziny, to co białe i ze śmiercią związane. Nasze lasy i łąki zdobią kwiaty bielunia, połyskują owoce jemioły oraz wiele innych bladobarwnych, a jadowitych roślin, od których lepiej by trzymali się z daleko wszyscy ci, którzy nie potrafią się z nimi prawidłowo obchodzić. Nieco dalej od Niej samej, a bliżej Jej Ojca, Welesa, zda się rosnąć inny kwiat naszego kraju – mak. Z dawien dawna używany jako środek sprowadzający sen, który przecież nieraz jest ze śmiercią do siebie nawzajem porównywany.
Ale, ale – nie chodziło o to przecież, żeby o tej porze roku mówić o Bogini Zimy dla próżnego kaprysu, bo to przecież zbliża się Jej swadźba: z Zielonym Bogiem, Jarowitem, którą to okoliczność na Sobótkę właśnie święcimy. Z obchodami tymi tradycja łączy spośród kwiatów m.in. bratki czy pszeniec gajowy – rośliny dające kwiaty bardzo wyraźnie dwubarwne, co częstokroć idzie w żółć z fioletem. Wedle starych opowieści, ich płatki mają taką barwę stąd, że są to brat i siostra, zamienieni w kwiaty gdy się zeszli razem, jak młodzieniec ze swą lubą. Sprawę tę łączymy jak najbardziej z Marzanną i Jarowitem właśnie, chociaż w opowiadanych w Jantarze mitach nie występują wprost jako Brat i Siostra, to wciąż są mocno spowinowaceni. Ciemne miejsca tak jawnie dwoistych kwiatów skłonnibyśmy byli odruchowo łączyć z dziewczyną, zwłaszcza jeżeli to Marzanna, nie ma jednak co się na tym szczególe zanadto zatrzymywać. Lepiej jest po prostu powiedzieć, że w takich właśnie kwiatach „prześwituje trochę z Bogini”. A nawet: „trochę z Bogini i trzymającego Ją za rękę Jej Wybranka”.
Zmierzając w stronę mitu kupalnego, którego opowieść jest osnuta głównej mierze na wątku swadźby, zmierzamy nieuchronnie i do kolejnego przejawienia się Bogini: jest to każda panna młoda, zwłaszcza w istocie młoda, która dopiero wiąże się ze swoim mężczyzną. Czy miałoby to oznaczać, że każdą oblubienicę mielibyśmy odtąd zacząć uważać za zwiastuna śmierci? Tak – jeżeli tylko spojrzymy na „śmierć” szerzej. Nie chodzi bowiem o bezpowrotną drogę na żałobny stos, pod ciężar kopca, czy w ciszę mogilną. Jeżeli kończy się stare, a zaczyna się nowe, to i duch starego w jakiś sposób umiera, ustępując miejsca rodzącemu się duchowi nowego. Kiedy panna młoda staje się żoną, to naprawdę umiera w niej ta cząstka, ustępując przestrzeń dla zamężnej kobiety. Podobnie zresztą dzieje się i z mężczyzną. Jeżeli więc „śmierć” pojmiemy nie jako zakończenie rzeczy i pozostawienie ich w chłodnej i zmurszałej ciszy, ale jako zakończenie pewnego wątku i rozpoczęcie nowego całkiem wzoru, który wyraźnie odróżnia się od poprzedzającej go części – to jak najbardziej można tak rozumianą „śmierć” połączyć i z panną młodą, i z panem młodym i z obrzędem zaślubin – czy w ogóle z obrzędami przejścia.
Czy wolno nam wobec tego dokonać szerokiego uogólnienia, które kazałoby dopatrywać się ręki Pięknej Pani wszędzie tam, gdzie coś się zmienia? Nawet jeżeli nie w pełni świadomie, to pytanie takie postawione byłoby z niezbyt szczęśliwej pozycji, nakazującej precyzyjne rozdzielenie dziedzin Bogów i encyklopedyczne przypisanie Im poszczególnych władztw, kiedy to każdej rzeczy i zjawisku, które napotykamy w świecie, trzeba by było zadać pytanie: „Od którego z Bogów pochodzisz?” A ja mam lepszy, jak mnie zda się, pomysł na rozpatrzenie tej sprawy – chociaż wciąż to tylko będzie ludzka próba zrozumienia. Gdyby na świat spojrzeć jak na grę boskich sił: „Kruk jest ptakiem, lecz mrocznym i bliskim zaświatów, stąd zda się być najbliżej Strzyboga, ale nosić także ślad Welesa”, albo „Drzewa wszystkie i rośliny zdają się należeć do Matki Ziemi, ale dąb jest chyba dla Peruna posadzony” to wydaje się już bardziej wiarygodnym sposobem myślenia o takich rzeczach. Wówczas o zmianach wielkich i ważnych możemy zacząć dumać, jako o ruchach, które Śmierć nam popycha w stronę poszczególnych innych Bogów.
Popycha w stronę innych Bogów… lub przyciąga ku się Samej. W naszym poszukiwaniu spraw i rzeczy z sobą powiązanych, nie potrzeba zapominać o tym, co pośrodku leży i najpierwszy zjawisk rys nadaje. Zataczamy więc koło w tym roztrząsaniu, gdzie zaczęliśmy od zimy i zastoju, przez kwiaty jadowite, potem kwiaty swój początek wywodzące z mitów, według których dzieje się Sobótka, przez idące za mąż panny, aż po Śmierć-przemianę: a skończymy na Śmierci po prostu. Bogini niewątpliwie zjawia się w pobliżu umierających, czy w ogóle zmarłych. Gospodarzy w tej dziedzinie wspólnie z Dziaduniem Welesem, choć zdają się rozdzielać między siebie czy to samą chwilę zgonu oraz opiekę nad tymi, co już są w Zaświatach oraz podobnie szczegółowe odcienie Śmierci.
żerca Przemysław „Mamrot” Król

.png)
Komentarze
Prześlij komentarz