Po co nam tylu Bogów – przejawianie się duchów

Sława! Święta Ziemia Pomorska wita kolejny poniedziałkowy poranek i godzinę 06:00 kolejnym wpisem z cyklu „Po co nam tylu Bogów”, chociaż tym razem nie o Wielkich Bogach, lecz o zamieszkujących wraz z nami ten świat duchach oraz ich przejawianiu się. 

Miniatury naszych wpisów opatrujemy szarą wstążką ze względu na trwającą żałobę po żercy Chramu Kruki i Wilk, Siemowicie Zielińskim.

Wstęp do takiego tematu to wspaniała sposobność do przypomnienia o jednej z najbardziej charakterystycznych cech Jantaru, jaką jest duchowość zakorzeniona w podejściu animistycznym, którego podstawowy sprowadzają się do stwierdzenia, że wszystko co istnieje posiada duszę, a więc duchy są wszędzie. Nie mamy podstaw by tak skrajne ujęcie rozciągać w przeszłość na Prasłowian, jednak ślady samego obcowania z zasiedlającymi świat duchami w tradycyjnym dziedzictwie są więcej niż wyraźne. Po naszym niebie chmurnicy ciągną pełne deszczu wozy, zaprzęgając do nich wyciągnięte z głębin jezior smoki. W naszych lasach gospodarzą leszy, podczas gdy na łąkach tańczą wiły, a naszymi domami opiekują się domowiki, zaś w czasie odpowiednich świąt wyczekujemy przybycia cieni Przodków. To jednak dalece nie wszystko: nie tylko słowiańscy znachorzy z dawna zwracali się wprost do choroby, prosząc ją i grożąc jej by opuściła cierpiącego człowieka, ale także w pieśniach wychodząca za mąż dziewczyna zwraca się np. do swoich „lat młodzieńczych”. Wszystko ma duszę i do wszystkiego można się odezwać.

Dochodzimy do podobnego dylematu jak poprzednio, przy przejawianiu się Roda i Rodzanic: jak na łamach skromnego wpisu odnieść się do zagadnienia tak różnorodnego i wszechobejmującego? Tu jednak dla mnie sprawa jest dużo łatwiejsza; animizm jest dla mnie wyjaśnieniem jednego z podstawowych ludzkich odczuć, a jako że wpisy pochodzą ode mnie i ja się pod nimi podpisuję, to i nie waham się podawać tu owocu moich przemyśleń. Przede wszystkim uważam, że istnienie duchów jest wyjaśnieniem uczucia piękna. Jego odczuwanie jest zjawiskiem obrośniętym wieloma dodatkowymi kontekstami. Kiedy patrzę na piękną kobietę i stwierdzam jej piękno, można to wytłumaczyć biologicznym popędem. Kiedy patrzę na wysprzątane i przytulne wnętrze domu i stwierdzam jego piękno, można to wytłumaczyć poczuciem bezpieczeństwa. Kiedy patrzę na pole pełne falującego na Wietrze, lśniącego w Słońcu zboża i stwierdzam jego piękno – to i to można wytłumaczyć, spodziewanym dobrobytem. Jest wiele „pięknych” rzeczy i zjawisk, które oprócz rozgrzewania swym widokiem serca, niosą obietnicę całkiem jasno określonego dobra: uczucie „estetyczne” nie pojawia się przy nich samodzielnie. Jak jednak wytłumaczyć zachwyt na widok tego, co nie pozwala wytłumaczyć go w tak prosty sposób? Dlaczego cieszą nas spienione morskie fale, pokryty grubą kołdrą śniegu las w blasku Miesiąca, ptasie trele i pstre pióra, barwne kwiaty czy zawiłe wzory, metale i kamienie szlachetne oraz wiele, wiele innych rzeczy, które nie niosą żadnego prostego i jawnego pożytku?  Odpowiedź, której udziela mi animizm jest nić porozumienia zawiązująca się między duszą odnajdującej w czymś piękno osoby, a duszą tego czegoś. Uczucie estetyczne staje się w tej optyce nawet jeżeli nie przyjaźnią, to budzącą przywiązanie zależnością między duchami. Oczywiście, nie oznacza to, by przykłady wymienione wcześniej, w których uczucie zachwytu występuje w skojarzeniu z jakimś doczesnym dobrem, miałyby być pozbawione obecności duchów. Przykłady „samoistnego” piękna przywołaliśmy jednak dla ilustracji i uzasadnienia przedstawianego poglądu.

Czy więc duchy przejawiają się tylko w tym, co budzi przyjemne doznania? Przecież duszę ma mieć „wszystko”. Dochodzimy tu do drugiej strony medalu, do duchów złośliwych i nieskorych do jakiejkolwiek poczciwości i przyjaźni, które lęgną się w rzeczach brzydkich i odstręczających. Skrajny animizm pielęgnowany w Jantarze nie dopuszcza możliwości duchowej próżni, jednak wobec tego musi przyznać obecność jakiejś „obecności” w rozwalonym kuble ze śmieciami, w wulgarnej awanturze o nic, czy nawet w cynicznej manipulacji. To, co budzi odrazę i złość jest oczywiście raczej gniazdem szkodliwych biesów, niż czegokolwiek innego. Jednak „ktoś” w tym niewątpliwie jest i stamtąd wygląda.

Ale czy wszystko co nas drażni musi być zaraz złowrogim czartem? Przecież skoro ducha ma „wszystko” to również zasłużona kara, wypełnianie znojnego i nudnego obowiązku czy bolesny proces leczenia. W tego rodzaju sprawach odmalowują się twarze duchów surowych, ale czy złośliwych? Czy szkodliwych? Z pewnością trudnych do obcowania z nimi, ale nieraz niewątpliwie takich, z którymi spotkanie jest dla nas konieczne i ostatecznie - dobre. Nie wszystko co przynosi pożytek musi być od razu łatwe, miłe i przyjemne.

Czy to znaczy, że wyczerpaliśmy rozmaitość obecnych w naszym świecie bytów? W żadnym razie. Chodzi nie tylko o to, że przedstawiony zbiór – istoty wzbudzające poczucie piękna, wzbudzające poczucie odrazy i surowe, ale nie „złe” – dałoby się dalej rozbudowywać. Przejawianie się duchów wzbudzanymi przez nie uczuciami, a na którym skupiliśmy się w tym wpisie jest jedynie wycinkiem tematu. Wszystko ma duszę, a więc też – pod latarnią najciemniej – wszystko to, co fizycznie widzimy wokół siebie, nawet to, co żadnych szczególnych uczuć w nas nie wzbudza, jak kępka trawy na drugim końcu placu czy śpiący w krzakach kot. Samo istnienie poszczególnych bytów oraz sposób ich bycia jest przejawianiem się ich dusz wprost.

Nie chodziło jednak o to, by w tym krótkim wpisie porywać się na coś, co obejmuje dokładnie całą rzeczywistość. Mam jednak nadzieję, że dzięki niemu bardziej zrozumiałe stało się jednak samo podejście oparte na animistycznej wizji świata.

żerca Przemysław „Mamrot” Król

Komentarze

Popularne posty