Po co nam tylu Bogów – o co się modlić do duchów miejscowych?

Sława! Nastał kolejny poniedziałek i poranna godzina, 06:00. Czas więc na publikację kolejnego wpisu z cyklu „Po co nam tylu Bogów”, choć tym razem nie będzie poświęcony Wielkim Bogom, ale duchom: tym miejscowym, przygodnym, razem z nami zamieszkującym doczesną rzeczywistość, acz (przynajmniej dla nas!) nieco mniej rzucającym się w oczy. Dzisiejszy wpis nie jest zaplanowany, lecz należy do tych, których temat oddaliśmy w ręce losowania.

Zgodnie z dotychczasową praktyką, wpisy losowane opisują zagadnienie „o co się modlić”, lecz dzisiaj – nieco przewrotnie, bo tytuł pozostaje zachowany – nie będzie jasnej odpowiedzi na tytułowe pytanie „o co się modlić”. Ba, nawet nie będzie rady samego „modlenia się” w ogóle. Pierwotne znaczenie tego zwrotu to raczej usilne i namolne błaganie, niż rozmowa z wyższym bytem, a w przypadku istot wespół z nami zasiedlającymi świat – i w nim przeżywającymi swoje smutki i radości – nie do końca da się nawet którekolwiek z tych zastosować. Nie są bowiem – jako kategoria bytów – ani od nas wyższe, ani niższe. Są dla nas niewidzialne, niedotykalne czy nawet tajemnicze – zgoda. Nie są jednak ani lepsze ani gorsze. Tyle, jeżeli chodzi o natchnioną dyskusję z kimś „wyższym”, tj. „mocniejszym”. A co do natarczywego proszenia, to pierwsze już niejako to rozwiązuje. Po co bowiem mielibyśmy składać uniżene i usilne prośby do kogoś, kto nie jest od nas ni większy, ni mniejszy?

No to jak się do duchów odnosić? Żeby na to odpowiedzieć, pierwej zastanówmy się, jakie to te duchy są. Odrzućmy pierw domyślną ocenę, którą podpowiada nam współczesność: jakoby „duch” oznaczało coś, co jest niefizyczne i niedostępne zmysłom, ciału, a jedynie jakowemuś subtelnemu „czuciu”, „wyższym dziedzinom” czy innym sferom niedoświadczalnym, ale wykoncypowanym. Skupmy się na świecie prostym i danym nam bezpośrednio. Ci, których zwiemy „duchami” nie są dla nas widoczni; są „niewidzialni”, a ich życie jest dla nas tajemnicze, a jednak podobnie nam, podlegają zrządzeniom Doli, doświadczając szczęścia i przygnębienia. Wymykają nam się pod wieloma względami i pod tym kątem zdajemy się być od nich w mniej korzystnym położeniu. Cóż jednak z tego, skoro nadal mniej od Bogów znaczą i nie mamy przesłanek za ich wszechwładzą jakąkolwiek? Ale sza, by ich nie urażać, są nas blisko! 

Dochodzimy więc nareszcie do właściwej rzeczy tego wpisu: do tego jak do duchów w ogóle się odnosić. Najsamprzód więc: nie drażić ich zupełnie. Jeśli wchodzisz na obszary leśne: pokłoń się Leszemu i uszanuj gęstwinowy ludek: drzew tam nie rań i zwierzyny nie płosz, ale zostaw coś obiatą. Kiedy w mieście się poruszasz, także pomyśl o tych, co tam z Tobą spieszą, o tych, co mrugają do nas wraz ze zmianą świateł, huczą przy arteriach głównych, czy też łapią oddech w rytm skrzyżowań głównych. Abo w domu siedzisz? Zajdź do kuchni – to nieważne, czyli w domku mieszkasz wiejskim, czy w mieszkaniu z wielkiej płyty – tam przycupnij i zagadaj do swojego gospodarza, do swojego domowika. Do ukrytego ludku jak do ludzi: z sercem i przyjaźnią naprzód trzeba, a bez buty, a z przyjaźnią. Tak po prostu.

A co jednak, jeśli… nie, nie pójdziemy za tą myślą, którą mógł Czytelnik już tu powziąć – podpuszczony przez [ducha!] „domysły pierwsze” – żeby o nieszczęściu prawić, o niepowodzeniach i o sprawach smutnych, a uporczywych. Nie – tym razem się skupimy na tym, co jeżeli to my chcemy czegoś? Co jeżeli zechcesz zdać nareszcie egzamin na prawo jazdy (niech to skrzyżowanie będzie puste!), żeby dzisiaj łąka przywitała nas motyli piękną chmurą, albo chociaż raz nie miotać się po domu bez głębszego sensu – leczy by wszystko co potrzebne samo w ręce lazło? Tedy znowu rada prosta – by rozmówić się z duchami, z tymi którzy rzeczą nam dziś ważną zawiadują.

Jeśli wziąć do ręki książki z antropologii, historii religii czy innych – skądinąd bardzo pożytecznych dziedzin – to wychodzi, że do „dyskusji” z duchami, mamy cały wręcz arsenał. Można od nich żądać, naginać je do posłuszeństwa zaklęciami, czy też pomijać całkowicie i zwracać się do Bogów wprost. Ostatnie dzisiaj pomijamy. Nie skupiamy się bowiem na sprawach poważnych i doniosłych, do których wypadałoby angażować Gospodarzy Rzeczywistości, lecz na drobnych, których ktoś w sąsiednim województwie (czy nawet: w sąsiednim domu) nie postrzeże. A co do innych rzeczy: komu wola, ten niech szuka, niech z duchami się siłuje. Ale to już sprawa dla zuchwałych i dla pełnych takiej woli. My zaś doradzamy takim, którzy swoje życie pędzić chcą spokojnie i niezakoniecznie z duchów wrogów sobie robić. 

No bo jakże by to miało być? Czy my sami byśmy chcieli, by przemocą do spraw prostych nas zmuszano ? 

żerca Przemysław „Mamrot” Król

Komentarze

Popularne posty