Po co nam tylu Bogów – przejawianie się Roda i Rodzanic

Sława! Pozdrawiamy ze Świętej Ziemi Pomorskiej i zapraszamy, o godzinie 06:00, do przeczytania kolejnego wpisu z cyklu „Po co nam tylu Bogów”. Tym razem o przejawianiu się Bogów wyznaczających ścieżki naszej Doli, Roda i Rodzanic. Ze względu na trwającą żałobę po żercy Chramu Kruki i Wilk, Siemowicie Zielińskim, miniatury wpisów opatrujemy szarą wstążką.

Już na wstępie może się wydać, że temat jest zbyt ogólny i wszechogarniający, żeby zarysować go jakkolwiek przytomnie w skromnym blogowym wpisie. Przecież w dziedzinę takich Bogów da się wpisać dosłownie wszystko-wszystko, co nas dotyka: od wyboru partnera, przez to jakie studia (lub ich brak) ukończyliśmy, aż po status materialny rodziny, w której przyszliśmy na świat. Da się jednak z tego wyciągnąć wnioski i wspólny obraz ważne dla przyjrzenia się naszym Bogom.

Przede wszystkim, jako Słowianie należymy do kręgu kultur indoeuropejskich, a w ślad za tym – kręgu skłonnego do przeświadczenia o przemożności losu. Pojedyncza wzmianka Propkopiusza, jakoby nasi Przodkowie nic o przeznaczeniu nie wiedzieli i mieli mu żadnej roli nie przyznawać, zda się być nie dość, że nazbyt ogólną to jeszcze odosobnioną (nie znam innych źródeł o podobnym wydźwięku) i nader egzotyczną. Na tyle pokrewnych plemion, jak Germanów z Nornami, czy Hellenów z Mojrami, czyniłoby to Słowian jakimś dziwnym wyjątkiem. Nie znęcajmy się jednak nad Prokopiuszem i zajrzyjmy do chat po słowiańskich wsiach, gdzie jak głoszą zapisy naszego dziedzictwa, w trzecią noc po narodzinach dziecka, zjawiały się Sudiczki, Narecznice, czy jak my je zwiemy – Rodzanice. Trzy Siostry kreślące dziecku niewidzialne znaki, mające naznaczać ostatecznie czekające je losy. Taka wieść jest już po Słowiańszczyźnie znana dość szeroko, żeby włączyć swoisty fatalizm w zrąb naszej rodzimej wiary.

Co nam to daje, skoro tradycja milczy raczej o pojawianiu się Sudiczek, a więc też sposobności do wypatrywania Ich, w późniejszych momentach ludzkiego życia? Przede wszystkim, to w naszym życiu możemy szukać Ich przejawiania się. Należy żarczej wątplić, czy w codziennych błahostkach, które nie mają większego wpływu na całość, ale w tych, kiedy rozdziawiwszy ze zdumieniem buzię stwierdzamy „Tak miało być”. Jak kiedy spóźniamy się na pociąg, a w następnym siadamy obok dawno nie widzianego kolegi. Jeżeli zgodzić się na – bardzo dobrze ugruntowaną – metaforę losu przedstawianego w postaci wzorzystej tkaniny, to wyroki Rodzanic będą najzapewniej tymi drobnymi, wypełniającymi wszystko szczegółem wzorami. Nieistotne, pozbawione większych konsekwencji zdarzenia, to powiewające na wietrze drobne pasemka, odstające od przędzy.

Oczywiście, gdyby zebrać wszystkie losy różnych ludzi i porównać co komu się przydarza, dojdziemy do wniosku, że każde życie jest inne, że z samego przebiegu poszczególnych ludzkich żywotów, nie da się niczego wyraźnego powiedzieć o Bogach! Jednemu wiedzie się lekko i łatwo, drugi wciąż przemęcza się od jednego dnia do drugiego, a jeszcze trzeci jest poza tym, bo nić jego życia przerwała się w bardzo młodym wieku. Znane są nawet tradycyjne opowieści – i to nie tylko słowiańskie – o Bogach, którzy zależnie od dnia i swego nastroju, zdrowia czy innych jeszcze czynników – narodzonym w tym dniu ludziom przydzielają taką to, a taką Dolę. O tym, że kwestia konkretnego „dnia” to raczej uproszczenie – lub niezrozumienie realiów boskiej krainy -  domyślamy się dokładnie w ten sam sposób, w jaki już starożytni Grecy i Rzymianie krytykowali przepowiednie astrologów: wszyscy ludzie urodzeni tego samego dnia w tym samym miejscu, powinni podlegać bardzo podobnemu przeznaczeniu. Nie skupiajmy się jednak na tym szczególe, ale raczej na ogólniejszym obrazie tej sprawy: to samo Bóstwo jest źródłem całego kolorytu przeznaczeń i losów: od podłych i uwłaczających, po zaszczytne i wspaniałe.

Dalecy jesteśmy od upatrywania w naszych Bogach Istot kapryśnych, działających w oderwaniu od jakiejkolwiek konieczności. Nie miejscu tu by rozstrzygać, czy ludzkie losy należy rozpatrywać bardziej jak maleńkie trybiki, które muszą współpracować w nieskończenie złożonej machinie. Może w każdej chwili pieśń śpiewana przez rzeczywistość zmienia się, a losy nadawane przez Bogów są po prostu Ich odpowiedzią na to jak ta pieśń brzmi w chwili kiedy je nadają. A może być też tak, że na wielkiej tkaninie istnienia już od dawna zaznaczone są główne wzory, które przeznaczenia poszczególnych ludzi jedynie wypełniają, a jedyną kwestią  decydującą o tym jaki kto los otrzymał, jest to, nad którą częścią owej tkaniny (czy też: „Tkaniny”) pracowali Bogowie, kiedy się narodził.  Niezależnie od tego, które z tych wyjaśnień będzie nam bliższe, zda się, że wszystkie złożone zjawiska i układy, nieraz niemal ponad nasze zrozumienie, niosą w sobie cząstkę przejawienia się Roda i Rodzanic – Bóstw darzących przeznaczeniem. Uprawnione zdadzą się też być próby zrozumienia Ich przez to co piękne, ale pięknem wynikającym ze zgromadzenia wielkiej różnorodności dopełniających się akcentów. A cóż odpowiemy tym, którzy będą zaprzeczać istnieniu jakiejkolwiek konieczności, którą mieliby kierować się Bogowie przydzielając ludziom losy, a zrzucając Ich wybory jedynie na kwestię zachcianki i kaprysu? Takim będziemy współczuć, ale doradzimy by szukali przejawień Bogów Losu w tym co pozbawione sensu i miary, jak np. w błazenadach i żartach. Te zresztą dobrze chwilami pasują do powszechnie znanego zjawiska, jakim jest „ironia losu”.

Wpis ten w tej chwili zdaje się nazbyt przemawiać za twardym determinizmem, stanowiącym, że nasze przeznaczenie jest już od początku z góry określone w całości. Że nie ma możliwości odwrócenia go, zmiany w żadnym punkcie, ani wyboru. Zastrzegamy więc, że nie mamy dość pewności – i jako gatunek mieć zapewne nigdy nie będziemy – by orzekać na ten temat. Możliwe jednak, że nasze przeznaczenie przypomina jednak najeżone zwrotnicami torowisko, w którego różnych miejscach możemy skończyć.

Tajemnicze są drogi Bogów, zwłaszcza gdy mówimy o Rodzie i Rodzanicach, od których zależy to, co nas czeka. Sławmy Ich tedy i starajmy się jak najlepiej wypełniać co nam dane. Sława!

żerca Przemysław „Mamrot” Król

Komentarze

Popularne posty