Po co nam tylu Bogów – przejawianie się Żywii

Sława! Witamy kolejny poniedziałek i godzinę 06:00, a robimy to publikując kolejny wpis z cyklu „Po co nam tylu Bogów”. Jesteśmy w tej napawającej optymizmem porze roku, kiedy Przyroda rozkwita, drzewa zakwitają, a w ich gałęziach widać ptasie gniazda. Dlatego dzisiejszy wpis postanowiliśmy poświęcić Bogini Żywii. Na Jej temat nie dysponujemy zbyt wieloma zapisami, dlatego lojalnie uprzedzamy, że treść oparta jest w znakomitej większości na doświadczeniach i poszukiwaniach duchowych członków naszego Chramu. Wciąż trwa żałoba po żercy Gniazda Kruki i Wilk, Siemowicie Zielińskim, którą zaznaczamy w miniaturkach wpisów ukośną wstążką – wyjątkowo w kolorze czerwonym, ze względu na charakter Bogini, o której dziś piszemy.

W teologii Chramu Jantar Żywia jest Boginią, która „cieszy się życiem” i przejawia się wszędzie tam, gdzie istnieje radość. Ta jednak może mieć najrozmaitsze źródła i skutki, w ślad za czym możemy też mówić o różnorodnych aspektach Bogini. Najbardziej oczywistym, który zapewne większość z nas odruchowo tu skojarzy, jest stan beztroskiego szczęścia, pozwalający uciec od zmartwień i smutków. Kiedy wznosimy z przyjaciółmi krzepiące toasty i śpiewamy wesołe piosenki, kiedy z pasją oddajemy się malowaniu obrazu (choćby nawet wyszedł niezbyt piękny i ostatecznie miał trafić do szuflady), czy nawet błogo zapadamy się w wygodnej kanapie, słuchając ulubionego audiobooka – dzieje się tak za błogosławieństwem Bogini. Jej dary nie muszą same w sobie posuwać naszego życia do przodu, mogą wręcz jawić się jako marnujące czas. Jeżeli jednak tak się dzieje, to nie dla samej ich istoty, ale przez nieumiejętne (nie znające miary) obchodzenie się człowieka z tym, co przychodzi od Bóstwa. 

Tym, co idzie stąd dobrego jest uzupełnienie swoich sił. Jest to dogodna sposobność do drobnej dygresji. Istotą obrzędowości dorocznej jest powtórzenie mitu: odbudowanie porządku kosmicznego. Można zaryzykować rozciągnięcie tej logiki, stwierdzając, że wszystkie elementy świata – w tym my, ludzie – pochodząc od Bogów, muszą odnawiać swoje związki z Nimi, dla zachowania swojego zdrowego, pierwotnego stanu. Przy takim ujęciu, odczuwanie radości, niewątpliwa konieczność dla zdrowej psychiki, jest niczym innym jak odnowieniem swoich związków z Uśmiechniętą Panią. To raczej luźny pomysł, niż precyzyjne twierdzenie teologiczne, jednak pozwalający nawet drobne przyjemności i powody do uśmiechu włączyć w sakralny krajobraz rzeczywistości. Koniec dygresji.

Dla równowagi trzeba jednak dodać, że Żywia może łatwo ukazać inne oblicze, Tej, Która Chwyta. Aż nadto znamy przykładów ludzi, którzy zaniedbują swe powinności, oddając się przyjemnościom i popadając w nałogi. Chwila rozkosznego odpoczynku jest piękna, dobra i potrzebna, kiedy jednak rozciąga się w lepkie bagno gnuśności – oznacza to, że wypiliśmy z rogu Bogini zbyt wiele. Ona Sama nie wydaje się być szczególnie zainteresowana tym, byśmy ten róg odstawili. Człowiek przyzwyczaiwszy się do pewnego poziomu, zaczyna odczuwać z tej samej rzeczy coraz mniejsze zadowolenie. Kęs słodkiego ciasta, którym syciliśmy się wczoraj, dzisiaj budzi tylko apetyt na drugi. Prawda jest taka, że pozwoliwszy Roześmianej Bogini chwycić się za ręce i powieść w pląs, można przeoczyć chwilę, kiedy należało zakończyć taniec i złapać oddech.

A jednak są też rzeczy niewątpliwie dobre i pożądane, które spełniamy z Żywią w sercu. Szczególnie kiedy udało się dokonać przynoszących dobro zmian, jak ukończenie remontu, spłatę ostatniej raty kredytu, zmianę pracy, czy nawet zakończenie toksycznego związku. Wymieniłem tu spore rzeczy, które większość z nas uznałaby za godne odnotowania w pamiętniku. Są też jednak te dalece mniejsze, a wciąż budujące dobro, jak zadowolenie z sumiennie wykonanej w danym dniu pracy, z uśmiechu przepuszczonej w drzwiach sąsiadki, a nawet, co w świetle poprzedniego akapitu może zabrzmieć paradoksalnie, z odmówienia sobie tego nadmiarowego odcinka serialu, co pozwoliło jednak zrobić wieczorem kilka pożytecznych rzeczy.

Czy takie postawienie sprawy, nie czyniłoby z Żywii Bogini niezmiernie potężnej, której wpływ przenika dziedziny wszystkich pozostałych Bogów? Jest tak tylko pozornie, przedstawiamy tu bowiem perspektywę, zgodnie z którą większość elementów doświadczalnego świata, pozostaje pod większym lub mniejszym wpływem wielu Bogów. Najwyraźniej widać to w przypadku „granicznych” gatunków, jak np. mewy. Z jednej strony są ptakami, co zbliża je do dziedziny Strzyboga, ale są też typowo morskimi stworzeniami, co zbliża je do Boga Morza. Tymczasem trudno mówić nawet o tym, że Bogini czynnie współtworzy większość z owych przynoszących radość rzeczy, ale raczej, że za ich pośrednictwem udziela swego błogosławieństwa.

Opowiadając o przejawianiu się Bogini, która w samo swe imię wpisane ma wprost „życie”, nie da się pominąć radości płynącej ze wzrostu kolejnych pokoleń, które właśnie życie i jego dalsze przekazywanie podtrzymują. Wraz z całą wielobarwnością egzystencji, to wciąż ten niosący ją strumień jest tętniącą siłą, w której Bogini zda się przejawiać w silny sposób. Dążąc do odnalezienia Jej możemy znaleźć się w świecie pełnym cielesnych przyjemności, dzielonych z ukochaną osobą, ale też widząc siebie w długim ciągu, w którym poprzedzają nas Przodkowie, a my sami – naszych potomków oraz wszystkich tych, którzy nadejdą po nas.

Na zakończenie wpisu przypominamy raz jeszcze, że taki rys Bogini, jaki przedstawiliśmy w dzisiejszym wpisie wywodzi się z tradycji Chramu Jantar i nie jest oparty na naukowej rekonstrukcji Jej postaci. Z drugiej strony pozwala nam to uznać Ją za typowo Naszą, Jantaru, Boginię. Tedy – Sława Uśmiechniętej Pani!

żerca Przemysław „Mamrot” Król

Komentarze

Popularne posty