Po co nam tylu Bogów – jak czcić Swarożyca?
Sława! Na Świętej Ziemi Pomorskiej również borykamy się z falą upałów. W takich warunkach dobrze zacząć dzień możliwie wcześniej, nim świat zdąży się nagrzać. A przy okazji, z racji poniedziałku, o godzinie 06:00 możemy sobie przeczytać świeżutki wpis z cyklu „Po co nam tylu Bogów” – tym razem skupiony na pytaniu o oddawanie czci Bogu Ognia, Swarożycowi.
Pytanie należy do tych, kojarzących się ze starym powiedzonkiem, że „Pod latarnią jest najciemniej”. Święty Ogień budzimy bowiem na każdej uroczystości i bez Jego żywego uczestnictwa żadnych niemal obrzędów dokonywać nie zwykliśmy. W naszym kole rocznym nie ma jednak czegoś takiego jak „Święto Swarożyca”, a w Sobótkę, dla której spuścizna Przodków najwięcej chyba zachowuje czci Ogniowej dla Ognia samego właściwej, dzieje się o wiele, wiele więcej niżby miała być wyłączną czcią Gościa w Czerwonym Płaszczu. A jednak to z początku pozostaje w mocy: Bóg Ogniowy jest z nami w czasie każdej uroczystości i to Jemu spośród Bogów składana jest pierwsza żertwa: od razu po Jego rozpaleniu. Zależy to od konkretnego święta, czy cześć Ogieńka jest jego wyraźną częścią, czy po prostu elementem wspólnym, włączającym je w całokształt rodzimowierczych obchodów.
Święty Ogień jest tym, który pośredniczy między światami, przekazując Bogom i Przodkom nasze dary oraz sprowadzając Ich do nas. Jest jednak również żywym Bóstwem, fizycznie obecnym pośród nas w czasie święta: i w czasie modlitwy, choćby kiedy rozpalamy świecę. Zresztą za panowania powszechniejszego tradycyjnego ustroju życia Słowian nie jedynie o świecę do modlitwy rzecz się rozchodziła, bo przecież Gościa w Czerwonym Płaszczu witano i przy domowych paleniskach, wokół których życie rodzinne było osnute, snuło się tam razem z dymem z owego Ognia domowego. Nie inaczej zresztą było z pozostałym innym Ogniem, palonym dla wszelakich przyczyn, acz chronionym zawsze przez zakazy ciskania śmieci, oddawania nieczystości czy jakiegobądź znieważania. Tu widzimy użyteczną wskazówkę co do oddawania czci Bożycowi Ogniowemu, a nawet dwie. Jedna to jest uwidzieć w Nim Boga, kiedy Go zoczymy. Nie rozdzielać i nie zastanawiać się, czy Ogień rozpalony dla modlitwy, ognisko biesiadne czy Ogień rozpalony pod kuchnią to jakieś inne Ognie – zawszeć to Swarożyc. Druga rzecz to zawsze-zawsze do Ogieńka z szacunkiem i poważaniem się odnosić.
Prócz pochwalnej modlitwy, najpierwszym aktem czci jest dla nas ofiara. Bogu Ognia składamy ją zazwyczaj paląc przedmiot swego daru, oddając jego wprost płomieniom. Dzisiaj wielu mieszkańców miast nie ma jest możliwości rozpalenia u siebie w domu Ognia, który by cokolwiek większego spalił. Położenie takie nie jest jednak beznadziejne. Jedną z propozycji jest, obecny od dawna na stronie Jantaru, „ryt domowy”, który czerpiąc wzór ze spuścizny Przodków, zakłada owianie płomienia świecy gorącą parą, unoszącą się znad daru ofiarnego. Można także zwilżone w napoju drobne drewienko, jak nawet to od zapałki, wprowadzić w płomień świecy – choć tu trzeba zachować uwagę, bo np. miód pitny potrafi przy tym chlapać. Inne podejście to posłużenie się kadzidłem, co wpisuje się w jeden ze starszych sposobów składania ofiary znany ludzkości. Oczywiście, pozostaje jeszcze udanie się w miejsce, w którym będzie można rozpalić porządny Ogień, żeby złożyć normalną, całopalną żertwę.
A jakimi słowy zwracać się do Swarożyca? Ogień „Bogaczem” zwali powszechnie Przodkowie, wyrazu zdrobniałego przy tym używali. Samo boskie imię zresztą, którego na rzecz kultu używamy, „Swarożyc”, tłumaczymy jako „Syna Swarogowego”, jednak trzeba zważyć, że wedle uczonych forma zdrobniała od Jego Ojca, Swaroga, właśnie tak też mogłaby brzmieć. Zresztą, zwrot tradycyjny zowie Go też nie „Ogniem”, a „Ogieńkiem”, pieszczotliwie – jak często się Słowianin zwraca do Bóstw swoich kiedy cześć chce oddać.
żerca Przemysław „Mamrot” Król

Komentarze
Prześlij komentarz