Po co nam tylu Bogów – Przejawianie się Przodków
Na Świętej Ziemi Pomorskiej mamy ostatnio przepiękną, iście wiosenną pogodę. Zbliżają się Jare Gody, wobec czego przychodzimy do Was z wpisem o przejawianiu się Przodków. Wybiła już 06:00, a więc ranne ptaszki, dojeżdżających o tej porze do pracy komunikacją zbiorową oraz wszystkich, którzy sięgną do naszego wpisu później – zapraszamy do lektury!
Skoro decydujemy się na podjęcie tematu Przodków w okresie poprzedzających Jare, to trzeba się z tego wytłumaczyć najpierw. Przede wszystkim, bez „nich” nie byłoby „nas”. Najpierwszym, najbardziej podstawowym przejawieniem się naszych Przodków jesteśmy my sami. Nie dość mówić o tak prostych rzeczach jak „masz oczy po babci”, „on ma charakter po dziadku” i wiele, wiele innych. Ci, którzy byli przed nami pokazują się w ten sposób wprost w nas samych, uczyniwszy z nas – na dobre i złe – swoją żywą pamiątkę. Jeśli tylko Twoje stosunki z nimi były chociaż „poprawne”, to warto sobie uświadamiać takie szczegóły, a wraz z nimi to, że nie działasz nigdy samotnie. Nie pieczesz chleba sama, nie naprawiasz swojego zlewu samodzielnie, Twoje dłonie nie są jedynymi, które trzymają pałąk wózka, kiedy idziesz na spacer z dzieckiem – nawet jeśli nie towarzyszy Ci nikt z domowników. Tych i po trzykroć setki innych czynności dokonują z Tobą zawsze Przodkowie. I to jest coś, do czego nie trzeba nawet jasno deklarować się jako „rodzimowierca”; instynkt honorowania Przodków wydaje się być autentycznym powszechnikiem ludzkich kultur; ja przynajmniej nie znam przykładu takiej, w której ich kult byłby odrzucany czy w ogóle nie występował.
Wiosenna obrzędowość zawiera kilka elementów, łączących się jasno właśnie z Przodkami. Przede wszystkim są to, znane do dzisiaj nawet w wierszykach dla dzieci, ptaki wracające zza Morza. Całokształt tradycyjnej kultury Słowian każe je uznać za nic innego, jak za powracające z zaświatów dusze Przodków, dążące do ponownego wcielenia się w tym świecie, by włączyć się ponownie w krąg śmierci i życia. Na ich tle wyróżnia się zaś ten, darzony w Kraju Białego Orła najcieplejszym chyba uczuciem: bocian. Wszyscy chyba znamy opowieści o przynoszeniu przezeń dzieci, co można traktować właśnie jako – wcale wyraźne – echo starej wiary w przylatujące w ptasiej postaci duchy; na uboczu nadmieńmy, że jesienią i zimą wg. Szyjewskiego bociana mają wyręczać kruk czy wrona. Jako uzupełnienie zaś warto przytoczyć wszystkie zawarte w tradycji przekazy o ludzkiej duszy, pojawiającej się w postaci małych stworzeń, jak myszy, motyle, ćmy czy najpospolitsze jednak – ptaki. W tym skrzydlatym kształt Słowianom, zresztą nie tylko Słowianom, z dawien dawna najczęściej pokazują się duchy zmarłych. Ale dlaczego te ptaki mają powracać „zza Morza” – oprócz przyczyn czysto geograficznych, w przypadku kiedy rzeczywiście pokonują po drodze jakoweś większe akweny? Morze, rzeka, czy w ogóle woda jest granicą: to co „za wodą” to nic innego jak właśnie zaświaty, kraina zmarłych. W smutnej dobie wylewanych do rzek zanieczyszczeń przemysłowych, nie czuć już tej nabożnej czci do żywiołu wody, która przebija jeszcze w tradycyjnych stwierdzeniach, zrównujących np. oddawanie moczu do rzeki, ze znieważaniem w ten sposób własnej matki – właśnie przez wzgląd na leżącą po tej rzeki drugiej stronie krainę cieni. Dość powiedzieć, że powrót ptaków zza wody i nadejście wiosny starano się przyspieszyć, np. wkładając do gniazd bocianich „busłowe (tj. bocianie) łapy” – specjalne ciasto obrzędowe.
Nasz wpis zatoczy teraz pewne koło, bo pisząc o przejawach Przodków zaczęliśmy na sobie samych, na żywych ludziach, a zakończymy cmentarzem. Ten najbardziej widoczny przejaw minionej, ale wciąż przez jego samo istnienie, ważkiej obecności tych, którzy odeszli, dobrowolnie bliżej lub dalej swoich osiedli, lokowali od zarania ludzie wszelkich kultu. Na terenach słowiańskich, sporym wzięciem miały cieszyć się lokalizacje właśnie oddzielone np. strumieniem od właściwej osady, dzięki czemu nekropolia zostawała wpisana wręcz w układ kosmologiczny: umieszczone już dosłownie „za wodą” miejsce pobytu zmarłych członków społeczności, z dodatkowym atrybutem w postaci kopców grzebalnych, w których niektórzy badacze są skłonni upatrywać przedstawień Góry Świata: axis mundi. W ten sposób, przez swych zmarłych, ludzka wspólnota zostałaby włączona wprost w obraz świętego kosmosu. Puszczamy tu troszeczkę wodze wyobraźni, ale tylko trochę.
Skoro w kontekście Jarych Godów wspomnieliśmy cmentarzyska, to dodajmy krótko, że dla okresu wiosennego, nasze dziedzictwo przewiduje obrzędowe uczty na żalnikach, odprawiane właśnie ku czci i wspominkom zmarłych. Istotnym owych uczt elementem ma być m.in. taczanie na grobach czerwonego jajka, kraszanki, celem wspomożenia ich sił życiowych.

.png)
Komentarze
Prześlij komentarz