Po co nam tylu Bogów - Jak czcić Welesa

Po co nam tylu Bogów – jak czcić Welesa

Dzisiaj bardzo ważny poniedziałek, bo wypadający 02ego lutego, co jest datą Święta Welesa: auspicja ze Szczodrych kończących 15. Rok Świętego Ognia dozwoliły nam właśnie 02ego lutego urządzać uroczystość ku czci Rogatego Dziadunia. Dzisiaj omówię więc, jak oddawać Jemu cześć. Metoda, którą przyjmuję opiera się na zamyśle helleńskiej teurgii – jedynej dobrze udokumentowanej mistyce politeistycznej z naszej części świata. W największym skrócie: chodzi o to by ofiara i akt kultowy opierały się na tym, co „podobne” do Boga i Jego dziedziny, by prowadziły duszę wiernego do bliskości z Bóstwem. Czy to oznacza, że postuluję dla rodzimowierstwa dążenie do ‘unio mystica’ czy innego rodzaju oświecenia? Zgodnie z tym, co deklaruję w „Drodze do Bogów”, zadanie ludzkiej duszy widzę w stopniowym doskonaleniu się, na przestrzeni kolejnych wcieleń, następujących po sobie żywotów, by ostatecznie osiągnąć kondycję boską, czy też bliską boskiej, kiedy dusza godna jest obcować z Bogami bezpośrednio. Jednocześnie pewien jestem, że daleko zanim ten etap zostanie osiągnięty, doczesne formy religijne przestają być dla ducha wiążące i niezbędne. Od czegoś trzeba jednak zacząć, a tym co w najbardziej podstawowy sposób zbliża człowieka do Bogów – jest cześć religijna.

Jakie dary najlepiej spodobają się więc Welesowi? Wielu rodzimowierców chętnie składa Mu w darze mleko, być może kierując się przydawanym Mu określeniem „Boga bydła”. O ile ograniczanie dziedziny Tego Boga jeno do hodowlanej rogacizny wydaje się być nadużyciem, to w ulewaniu dlań mleka na ofiarę zda się być całkiem rozsądne. Mleczność od początku stanowiła jeden z głównych powodów dla trzymania krów przez nasz gatunek, przyczyniając się istotnie do dobrobytu gospodarstwa, pozwalając zaopatrzyć się w masło czy ser. Pozostaje to w mocy nawet jeśli zgodzić się na wykładnię, zgodnie z którą „Bóg bydła” wyłącznie dlatego zgodził się opiekować krowami i wołami, bo stanowiły w dawnych czasach główny wyznacznik bogactwa.

Przechodzimy tym samym do innego typu darów składanych chętnie Welesowi, to jest pieniędzy. Skoro bowiem jest Bogiem sprzyjającym zyskowi i gromadzeniu majątku, to czemuż miałyby Go nie ucieszyć? Na tym tle trafiają się nieraz żartobliwe uwagi części rodzimowierców, czy powinniśmy składać w darze dla Niego karty kredytowe. Tę humorystyczną, a jednak nie biorącą się „znikąd” myśl potraktuję tu jednak poważnie. Pomijając aspekt szkodliwości palenia plastiku, złożenie w Świętym Ogniu ważnej karty bankomatowej nie wydaje się mieć większego sensu: albo bowiem tracimy w ten sposób całkowicie dostęp do konta (więc całkowicie niszczymy majątek, co w normalnych okolicznościach nie było raczej praktykowane), albo pójdziemy nazajutrz wyrobić sobie nową i „nic się nie stało” (co z kolei zda się zaburzać sens ofiary). A jednak w krajach azjatyckich, lepiej od nas zachowujących ciągłość swej kultury, spotyka się kupowanie specjalnych pieniędzy do spalenia na ofiarę w kulcie Przodków.

Wzięciem cieszy się również miód, ale nie tylko pitny, który stanowi w rodzimowierstwie podstawową ofiarę dla Bogów, lecz również zwykły, jadalny. Dzieje się tak z powodu związków Kosmatego Dziadka z niedźwiedziami, których ikonicznym przysmakiem jest właśnie pszczele złoto. Para miód jadalny – miód pitny, traktowana jako surowe – obrobione, czy też szerzej element Przyrody – element Kultury, odnajduje odpowiednik nawet w micie o powstaniu Ziemi. Tam bowiem Weles przynosi surowiec (morski Piach), który zostaje „obrobiony” (pobłogosławiony i rzucony na wodę) przez Peruna. Jest to już nieco daleko idąca interpretacja, jednak skłaniająca wiązać z Dziaduniem to co nieprzetworzone i czekające jeno na obróbkę.

Pozostając jednak w nurcie miodu, tym razem pitnego, nie sposób pominąć oszałamiających, upajających własności tego napitku. Blisko stąd do innej chętnie składanej Bogu ofiary, tj. maku. Ten znany jest od dawna z mocy do usypiania czy przenoszenia w stan zmienionej świadomości, stan zbliżający żywego człowieka do śmierci. Roślina pozwalająca na wgląd w zaświaty również brzmi rozsądnie jako ofiara dla Gospodarza Nawii.

Pomówiliśmy trochę o stosownych darach ofiarnych – a co z pozostałymi aktami czci? Skupię się na tym najprostszym, na modlitwie: rozumianej nie tylko jako „prośba” czy „błaganie”, jak chciałby tego historyczny język polski, ale jako rozmowa z Bóstwem, kiedy pragniemy się do Niego przybliżyć. W przypadku Welesa odruchowe będzie powołanie się na Jego mityczne dokonania, jak wyłowienie Pierwszej Ziemi, czy nadanie szczegółów ludzkiemu ciału – w tym (czy: „zwłaszcza”) tych umożliwiających znaną nam dziś fizjologię. Bardzo „Jego” wątkiem jest godność Pana Zaświatów, więc zasadne jest umieszczenie w modlitwie nie tylko opiewających tę pozycję tytułów, ale także próba zarysowania będącej w Jego pieczy krainy. Ten, który włada za Rzeką, piastuje cienie Przodków na zielonych łąkach, czy nawet Pasterz Cieni.

Spośród naszych Bogów, Weles ma jednak najrozleglejszą chyba dziedzinę. Możliwe więc, że wcale nie jest Ci najbliżej do Jego zaświatowego aspektu, ale łatwiejsze będzie dla Ciebie zwrócenie się przez te związane ze zdrowiem czy dostatkiem. Dobre zda się wówczas opiewanie Jego łaskawości w tych sprawach jako Tego, który oddala groźbę śmierci, a uśmierza wszelką boleść, czy też „Szczodrego” i „Złotego”, który sam Bogaty, dopomaga w pozyskaniu majętności.

Sława Welesowi!

żerca Przemysław „Mamrot” Król  

Komentarze

Popularne posty