Po co nam tylu Bogów – przejawianie się Chorsa

Nastaje kolejny poniedziałek i ze Świętej Ziemi Pomorskiej przybywa kolejny wpis z cyklu „Po co nam tylu Bogów”. Dzisiaj omówimy sobie przejawianie się Chorsa, Miesiączejka – Gospodarza Ciemnego Błękitu. Jantar czci Go jako Syna Welesowego, choć ten konkretny szczegół jest właściwy konkretnie naszemu, Chramu Jantar, kultowi.

Jaśniejący Bożyc od dawien dawna zwracał na siebie uwagę ludzkiego rodzaju zmiennością swej postaci – wzrasta krągły i pełny, żeby potem marnieć i niknąć, aż do nicości na astronomicznym nowiu. Trochę podobnie jak człowiek rodzi się i umiera, jednak Miesiączejko dodatkowo odradza się, pokonując wyrok śmierci, czym Jego los – w końcu boski – rozchodzi się z tym, właściwym nam, śmiertelnym ludziom. No, chyba że uwzględnić wiarę w wędrówkę duszy do następnego wcielenia po śmierci starego ciała, wówczas ta granica zaczyna się zacierać. Ale dopiero zaczyna.

W tej zmienności Zdobywcy Nocnego Nieba jest coś jeszcze: jest regularna i stała, rządzi się określonym porządkiem. W przeciwieństwie do ludzkich losów, pełnych czyhających zagrożeń, niespodziewanych, a nagłych końców, czy też przedłużających się chwil szczęścia i pełni sił – losy Miesiąca są wciąż takie same. Nic nie opóźnia Jego wzmagania się, nic nie przyspiesza Jego klęski. Jak zresztą wierzymy nie jest to Jego porażka, ale dobrowolna samoofiara, oddawana nocnym duchom, wilkołakom i potworom, które w przeciwnym razie rzuciłyby się na ludzkie plemię. Ale ponownie wchodzimy to w specyficzne dla Jantaru postrzeganie Chorsa. Wróćmy do tematu: ową stałą regularnością Nocny Książę nauczył nas mierzyć czas. Dzięki Niemu nauczyliśmy się dzielić koło roczne na równe części i lepiej organizować swoje życie, znajdować czas stosowny dla tych czy innych działań.

Odruchowe postrzeganie Księżyca łączy Go z natchnieniem i głębokimi uczuciami. W pełni na to przystajemy, skoro jest to Syn Welesowy. Niewątpliwie, twórcza skierka w różnych dziedzinach może spłynąć od różnych Bogiń i Bogów, jednak to Chorsieńko zda się być Tym, który pozwala jej zajaśnieć w sercu i stać się uchwytną. Takie intuicyjne poznanie niewątpliwie wiąże się jakowoś z Jego wszechwiedzą – podobną tej, właściwej Słonejku. Tę Chors zyskuje prostym dość sposobem – Błyszczący Bóg jest najjaśniejszym światłem nocnego Nieba, skąd widzi wszystko to, co dzieje się na świecie – szczególnie na świecie okrytym nocą, co podobne jest wzmiankowanym wcześniej treściom płynącym z natchnienia. Są to bowiem sprawy ukryte, wymagające dopiero ujawnienia i udostępnienia nam. 

Z wykładni jak wyżej niedaleko już do uznania Miesiączejka za Wielkiego Hierofanta – Wielkiego Wtajemniczającego, który nam, żyjącym w tym świecie ludziom, może udostępnić wiedzę tajemną. Wyjątkowo wzmacnia się to z Jego powtarzającymi się wciąż śmiercią i odrodzeniem. Zachodząc pod widnokrąg , udaje się świecić zmarłym w ich krainie, jednak czasem czyni to „żywy”, a czasem jako „zmarły” – tak przynajmniej (choć wyjątkowo ostrożnie) można by myśleć o zachodzie Księżyca w okresie pustych nocy (tj. na astronomicznym nowiu). Drobiazgowość szczegółów nie jest tu jednak bardzo ważna, dopóki zgodzimy się, że Płynący po Mrocznym Morzu (tu nawiązanie do postrzegania Nieba jako „Morza”) bywa często w zaświatach. Wówczas musimy przyznać, że posiada On z pierwszej ręki wiedzę z dziedziny umarłych – jednego z najbardziej klasycznych źródeł tajemnej, ukrytej mądrości.

Czy łączy się to jakoś ze wzmiankowanym wyżej darem tego Boga w postaci rachuby czasu? Ta nauczyła nas układać w życie i dobierać stosowną do różnych działań porę – czyli dał nam ważną część budującego życie i umożliwiającego zaistnienie ludzkiej kultury ładu. Wyjątkowo ważne dobro. Temu też zda się najlepiej służyć możliwa do uzyskania dzięki Niemu wiedza, płynąca „z serca” – czy też od tego Boga. Na pozór zorganizowanie działań w sztywne ramy miesięcznego kalendarza i uczuciowe uniesienie zdają się stać w ostrej sprzeczności. Przestaje tak być, gdy spojrzymy na sprawę szerzej i zamiast dwoma gryzącymi się wilkami, staną się  dwoma podporami mostu, po którym srebrnym wozem jedzie Miesiąc: mostu, prowadzącego nas do dobra.

Czcijmy tedy Chorsa, by najlepiej do nas pasującym sposobem błogosławił i prowadził do takiego życia, dzięki któremu boży porządek więcej nasze życie napełni i do szczęścia przywiedzie! Sława!

żerca Przemysław "Mamrot" Król

Komentarze

Popularne posty